poniedziałek, 9 lutego 2015

Chapter Five

***UWAGA! Zawiera sceny +18 ***
Jeśli czytasz to proszę skomentuj to dla mnie ważne :)

Patrzyłam jak Justin przeczesywał włosy palcami . Oblizał wargi i uśmiechnął się do mnie.
-Masz o mnie zapomnieć
-Co takiego ?
-Umarłem a ty musisz się z tym pogodzić i żyć dalej.
O czym on mówi? , pomyślałam .
-Ja... nie umiem tak. Nie dam rady !- moje oczy wypełniły się łzami.
Nie odzyskałam go po to by zaraz znowu stracić .
Miałam mętlik w głowie. Nie rozumiałam , czemu właśnie siedzę z Justinem na łóżku ,w naszej starej sypialni ,skoro on od dwóch lat nie żyje.
Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Położył się na miękkich poduszkach , a ja oparłam swoją głowę o jego klatkę piersiową. Palcami kreśliłam wzorki na jego piersi.
Jego dłoń delikatnie głaskała moje plecy, a usta muskały włosy.
Uśmiechnęłam się czując jego ciepło i błogi spokój.
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Gdy rano się obudziłam , nie było go przy mnie. Nie czując jego ciepła , poderwałam się z łóżka. W jednej chwili pomyślałam, że może to wszystko to był sen. W takim razie co robiłam w naszym starym mieszkaniu ?
Tępo patrzyłam się w otwarte drzwi sypialni, gdy nagle pojawił się w nich Justin. Serce podeszło mi do gardła.
Chłopak niósł w rękach tacę z śniadaniem. Szklanka soku pomarańczowego , bekon i jajko sadzone. Pyszności.
-Śniadanie do łóżka dla mojej księżniczki. - powiedział szczerząc się .
Nie mogłam się nie uśmiechnąć.
-Dziękuję.
Dawniej zawsze mnie tak rozpieszczał.
Śniadanie do łóżka to była codzienność. Romantyk z niego.
Zabrałam się do jedzenia a on wyglądał przez okno na panoramę Los Angeles.
-Justin?
Odwrócił się w moją stronę.
Stał tak na środku pokoju w samych jeansach. Jego umięśnione ramiona zdobiły tatuaże.
Napawałam się widokiem odkrytego torsu tego mojego adonisa.
-Dlaczego mówisz mi , że będziesz musiał odejść ? Wróciłeś tylko po to , żeby mi o tym powiedzieć ?
-Wróciłem po to by cię uświadomić o tym , że ja umarłem i muszę odejść ,a ty musisz się z tym pogodzić. Wiem , że moja nagła śmierć była dla ciebie szokiem, dlatego teraz będziesz świadoma tego, że umrę. Za rok .
-Za rok ?
-Za rok. To tak jakbym był chory. Wiesz , że został mi rok i musisz się ze mną w tym czasie pożegnać. Przygotować na moje odejście.
W kącikach oczu poczułam łzy. Miałam się z nim pożegnać ? Ale jak ?
Jak można przygotować się na śmierć ukochanej osoby? Nie dam rady się z tym pogodzić .
-Justin , proszę daj mi odejść z tobą.
-Nie! Ty masz żyć. Masz korzystać z życia a nie zadręczać się ,że odszedłem. Takie było nasze przeznaczenie. Musisz być szczęśliwa... z kimś innym...
-Nie ! Nie mogę być z nikim innym niż ty. Tylko ciebie kocham.
Podeszłam do niego i pocałowałam namiętnie w usta. Odwzajemnił pocałunek i zaczął go pogłębiać. Prowadził mnie w stronę łóżka , wciąż całując. Popchnął mnie lekko na posłanie .Na chwilę oderwał się od moich ust. Zbadał mnie wzrokiem od stóp do głów. Pochylił się nade mną i wsparł na łokciach. W brzuchu poczułam szalejące stado motylków. Przyjemne skurcze zaczęły napadać moje mięśnie na całym ciele. Justin dłońmi głaskał moje ramiona. Zsunął je w dół i chwycił za rąbek mojej koszulki i podciągnął do góry. Podniosłam ręce ułatwiając mu ściągnięcie jej. Odrzucił ją gdzieś za siebie. Zamknęłam oczy i odchyliłam głowę do tyłu. Pozwoliłam mu działać. Niemalże od razu poczułam mokre pocałunki na mojej szyi. Czułam jak ciężko dyszy, gorącym powietrzem na moją skórę. Mruknęłam cicho.
Usta robiły mi malinki na obojczykach i co jakiś czas ssały moje piersi a dłonie spragnione krążyły przy gumce moich spodni od piżamy. Nagle jednym ruchem je ze mnie zerwał. Jęknęłam.
Tak dawno nie byłam w takiej sytuacji. Moje policzki płonęły.
Odsunął się ode mnie i rozpiął swoje spodnie . Szybko się ich pozbył i … był nagi.
Nie miał bielizny pod jeansami.
Ponownie oblałam się rumieńcem. Tak dawno nie widziałam jego nagiego , idealnego ciała.
Ułożyłam się wygodniej na łóżku a on zaczął kłaść się na mnie. Uśmiechnął się i zaczął składać czułe pocałunki na całym moim ciele . Od czoła , niżej do ust. Potem szyja , brzuch i tam..
Jęknęłam gdy jego usta lekko szczypały moje wrażliwe miejsca intymne.
Tam zatrzymał się na dłużej. Językiem wyczyniał cuda.
Potem jeszcze chwilę popieścił skórę na moich nogach . Całował moje usta a biodrami nieświadomie kołysał ocierając się członkiem o moją kobiecość. W jednej chwili pchnął mocniej i lekko we mnie wszedł. Moje ciało przeszedł dreszcz i ból , ale był on jakiś dziwnie przyjemny.
Pochylił się nad moim uchem .
-Bolało?
Pokręciłam głową.
Zaczął się poruszać.
W przód i w tył.
Powoli , lekko , płynnie.
-Justin, tak bez gumek? - wydyszałam
-Nie chcesz zaryzykować ?
Uśmiechnęłam się i już nie powstrzymywałam go dłużej.
Z tym człowiekiem mogłabym ryzykować nawet własne życie.
W tej jednej chwili byliśmy jednością. Kochałam to uczucie. Patrzyłam na jego twarz, która raz po raz wykrzywiała się w rozkoszy. Jego jęki rozchodziły się po pokoju . Skupiłam się tylko na nim. Rozkosz przychodziła sama. Stopniowo zawładnęła moim ciałem i rosła. Szłam w górę i wyżej i wyżej. Nie byłam już w stanie myśleć o niczym innym niż ta przyjemność. Justin chyba też piął się w górę na sam szczyt.
Udało mi się . Moje ciało oblała fala gorąca , zabrakło mi tchu ,jęknęłam i opadłam a moje ciało momentalnie się odprężyło. Justin przeżywał to samo.
Opadł na moje ciało ciężko dysząc. Ścisnął mnie w tali i wtulił głowę w moje piersi. Objęłam go ramionami. Nasze oddechy zaczęły się uspokajać.
-Kocham cię , Carmel.

To było ostatnie co powiedział nim zasnął.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz