Podeszłam do szatyna który stał przy
swoim czarnym samochodzie. Uśmiechał się do mnie od ucha do ucha.
Pocałowałam go w policzek , a on delikatnie objął mnie w tali.
-Moja mała Carmel- mruknął do
mojego ucha.
Zachichotałam. Odsunął się ode
mnie i wsiadł do samochodu.
Na nos założył przeciwsłoneczne
okulary . Z paczki wyciągnął papierosa i włożył w usta jego
koniec. Zapalił go opuszczając szybę w aucie.Znów obdarzył mnie uśmiechem i
zaciągnął się dymem papierosowym. Wypuścił go na zewnątrz
samochodu.
Spojrzał na mnie sponad okularów i
odpalił silnik. Ruszył .
Śledziłam go wzrokiem . Dojechał do
skrzyżowania i wtedy inny samochód z ogromną prędkością uderzył
w jego . Usłyszałam swój własny krzyk.
Obudziłam się głośno dysząc, cała
mokra od potu. Łzy cisnęły mi się do oczu.
Spojrzałam na zegarek. Dochodziła
czwarta nad ranem. Opadałam z powrotem na poduszkę.
Justin, gdybyś wtedy nie pojechał tym
autem …
Nigdy ci tego nie wybaczę.
Leżałam na wznak patrząc się w
sufit. Nie wiem jak długo leżałam w tej pozycji . Prawie nie
drgnęłam. Gdy zasypiałam za oknem już świtało.
Ponownie zbudziłam się na porę
śniadania. Ubrałam się pośpiesznie i udałam się na stołówkę.
Psychiatra podczas rozmowy stwierdził
, że musi zmienić mi leki na silniejsze , bo po tak długim czasie
nie widzi poprawy.
I nie zobaczysz , dopóki nie umrę,
pomyślałam.
Cały dzień nie czułam w ogóle
obecności Justina. To było dziwne. Ani razu się nie pojawił i nie
słyszałam go w głowie. Czy naprawdę odszedł ?
Gdy go nie było , czułam się jeszcze
gorzej. Do południa chodziłam jak w jakimś amoku. Miałam wrażenie
, że nic nie czuję , że jestem poza swoim ciałem .
Dochodziło południe. Zasiadłam jak
zwykle w pustej świetlicy. Na stoliku położyłam zeszyt a do ręki
wzięłam długopis. Postanowiłam napisać wiersz. Kiedyś dużo ich
pisałam. Przed śmiercią Justina pisałam wiersze dla niego , po
jego śmierci pisałam smutne wiersze o nim i o mojej tęsknocie.
Zaczęłam pisać. Jednak nie
wiedziałam o czym.
Weź mnie za rękę
Zakończ udrękę
W krainie radości
Gdzie nie ma samotności
Tam sobie żyjesz
Chcę żyć tam i ja
Miłość nas zjedna
Pozostanie tylko ta jedna
Nuta smutku , nuta nicości
Nicość bez Ciebie
W mym sercu się kolebie
Cisza i żal *
Ten wiersz nie był dobry i dobrze o
tym wiedziałam. Nie umiałam już pisać tak dobrze jak kiedyś .
Wyrwałam kartkę z zeszytu i włożyłam
do kieszeni spodni.
Wstałam zabierając zeszyt ze stołu i
wróciłam do swojej sali.
Na szafce przy łóżku stało zdjęcie
Justina w ramce. Zrobiłam je sobie gdy zostaliśmy parą i zawsze
stało przy moim łóżku. Każdego ranka na nie patrzyłam , każdej
nocy gdy nie mogłam zasnąć. Uśmiechał się na nim . To było
chyba najpiękniejsze jego zdjęcie. Uwielbiałam je tak bardzo.
Rozweselało mnie jak na nie patrzyłam, ale momentami doprowadzało
do łez. Tak jak w tej chwili. Patrzyłam na jego piękny wizerunek i
czułam tą cholerną pustkę . Łzy płynęły po moich policzkach
jak szalone. Wiedziałam , że już nigdy go nie zobaczę , nie
będzie przy mnie. To bolało.
Do sali wszedł lekarz i poprosił mnie
na rozmowę. Znowu.
Po wyjściu z jego gabinetu udałam się
do toalety . Po drodze spotkałam Chrisa.
Pomachał mi przed nosem kartką
formatu A4.
-Wypis-uśmiechnął się .
-Gratuluję – przytuliłam go z
uśmiechem na ustach- Będę tęsknić.
Mimo że krótko się znaliśmy to
bardzo go polubiłam.
-Będziemy w kontakcie. Dzwoń o każdej
porze dnia i nocy .No i wychodź stąd jak najszybciej to się
spotkamy.
Zaśmiałam się .
Przytuliliśmy się raz jeszcze ,
pocałowałam go w policzek na pożegnanie i poszliśmy w swoją
stronę.
Po wyjściu z toalety załapał mnie
lekarz i powiedział bym udała się do recepcji bo ktoś tam na mnie
czeka. Tak zrobiłam niezmiernie ciekawa kto jest moim gościem.
Przy ladzie recepcji zastałam
opierającego się o nią Justina.
Znowu ? Co on tu robił ?
Spojrzał w moją stronę.
-Słonko, nareszcie .
Podszedł do mnie ,ale ja nie
reagowałam by nie wyjść na wariatkę bo przecież nikt poza mną
go nie widział. Wzrokiem szukałam osoby która rzekomo do mnie
przyszła. Nie wiedziałam nikogo znajomego.
-Carmel... -mruknął machając na mnie
ręką bym podeszła.
Nie ruszyłam się z miejsca.
Podeszła do niego recepcjonistka i
spojrzała serdecznie się uśmiechając.
-Poproszę ten wypis ,dobrze? –
powiedział Justin.
-Chwileczkę – powiedziała miło
kobieta za ladą uśmiechając się wciąż do niego.
Co?! Widzi go ?!
*wiersz jest moim dziełem
*wiersz jest moim dziełem
No nareszcie zaczyna się coś dziać. Wiem że mało jest akcji ale obiecuję że teraz będzie jej coraz więcej. Liczę na wasze komentarze . Bardzo mnie one motywują do dalszego pytania co wiąże się z częściej pojawiającymi się rozdziałami. :)
Mój poprzedni blog >>klik<<
Wspaniały pisz pisz pisz!! Jesteś super siostra!! :* ( mam nadzieje że wiesz kto to napisał)
OdpowiedzUsuń