niedziela, 21 grudnia 2014

Chapter three

Podeszłam do szatyna który stał przy swoim czarnym samochodzie. Uśmiechał się do mnie od ucha do ucha. Pocałowałam go w policzek , a on delikatnie objął mnie w tali.
-Moja mała Carmel- mruknął do mojego ucha.
Zachichotałam. Odsunął się ode mnie i wsiadł do samochodu.
Na nos założył przeciwsłoneczne okulary . Z paczki wyciągnął papierosa i włożył w usta jego koniec. Zapalił go opuszczając szybę w aucie.Znów obdarzył mnie uśmiechem i zaciągnął się dymem papierosowym. Wypuścił go na zewnątrz samochodu.
Spojrzał na mnie sponad okularów i odpalił silnik. Ruszył .
Śledziłam go wzrokiem . Dojechał do skrzyżowania i wtedy inny samochód z ogromną prędkością uderzył w jego . Usłyszałam swój własny krzyk.
Obudziłam się głośno dysząc, cała mokra od potu. Łzy cisnęły mi się do oczu.
Spojrzałam na zegarek. Dochodziła czwarta nad ranem. Opadałam z powrotem na poduszkę.
Justin, gdybyś wtedy nie pojechał tym autem …
Nigdy ci tego nie wybaczę.
Leżałam na wznak patrząc się w sufit. Nie wiem jak długo leżałam w tej pozycji . Prawie nie drgnęłam. Gdy zasypiałam za oknem już świtało.
Ponownie zbudziłam się na porę śniadania. Ubrałam się pośpiesznie i udałam się na stołówkę.
Psychiatra podczas rozmowy stwierdził , że musi zmienić mi leki na silniejsze , bo po tak długim czasie nie widzi poprawy.
I nie zobaczysz , dopóki nie umrę, pomyślałam.
Cały dzień nie czułam w ogóle obecności Justina. To było dziwne. Ani razu się nie pojawił i nie słyszałam go w głowie. Czy naprawdę odszedł ?
Gdy go nie było , czułam się jeszcze gorzej. Do południa chodziłam jak w jakimś amoku. Miałam wrażenie , że nic nie czuję , że jestem poza swoim ciałem .
Dochodziło południe. Zasiadłam jak zwykle w pustej świetlicy. Na stoliku położyłam zeszyt a do ręki wzięłam długopis. Postanowiłam napisać wiersz. Kiedyś dużo ich pisałam. Przed śmiercią Justina pisałam wiersze dla niego , po jego śmierci pisałam smutne wiersze o nim i o mojej tęsknocie.
Zaczęłam pisać. Jednak nie wiedziałam o czym.

Weź mnie za rękę
Zakończ udrękę
W krainie radości
Gdzie nie ma samotności

Tam sobie żyjesz
Chcę żyć tam i ja
Miłość nas zjedna
Pozostanie tylko ta jedna
Nuta smutku , nuta nicości

Nicość bez Ciebie
W mym sercu się kolebie
Cisza i żal *

Ten wiersz nie był dobry i dobrze o tym wiedziałam. Nie umiałam już pisać tak dobrze jak kiedyś .
Wyrwałam kartkę z zeszytu i włożyłam do kieszeni spodni.
Wstałam zabierając zeszyt ze stołu i wróciłam do swojej sali.
Na szafce przy łóżku stało zdjęcie Justina w ramce. Zrobiłam je sobie gdy zostaliśmy parą i zawsze stało przy moim łóżku. Każdego ranka na nie patrzyłam , każdej nocy gdy nie mogłam zasnąć. Uśmiechał się na nim . To było chyba najpiękniejsze jego zdjęcie. Uwielbiałam je tak bardzo. Rozweselało mnie jak na nie patrzyłam, ale momentami doprowadzało do łez. Tak jak w tej chwili. Patrzyłam na jego piękny wizerunek i czułam tą cholerną pustkę . Łzy płynęły po moich policzkach jak szalone. Wiedziałam , że już nigdy go nie zobaczę , nie będzie przy mnie. To bolało.
Do sali wszedł lekarz i poprosił mnie na rozmowę. Znowu.
Po wyjściu z jego gabinetu udałam się do toalety . Po drodze spotkałam Chrisa.
Pomachał mi przed nosem kartką formatu A4.
-Wypis-uśmiechnął się .
-Gratuluję – przytuliłam go z uśmiechem na ustach- Będę tęsknić.
Mimo że krótko się znaliśmy to bardzo go polubiłam.
-Będziemy w kontakcie. Dzwoń o każdej porze dnia i nocy .No i wychodź stąd jak najszybciej to się spotkamy.
Zaśmiałam się .
Przytuliliśmy się raz jeszcze , pocałowałam go w policzek na pożegnanie i poszliśmy w swoją stronę.
Po wyjściu z toalety załapał mnie lekarz i powiedział bym udała się do recepcji bo ktoś tam na mnie czeka. Tak zrobiłam niezmiernie ciekawa kto jest moim gościem.
Przy ladzie recepcji zastałam opierającego się o nią Justina.
Znowu ? Co on tu robił ?
Spojrzał w moją stronę.
-Słonko, nareszcie .
Podszedł do mnie ,ale ja nie reagowałam by nie wyjść na wariatkę bo przecież nikt poza mną go nie widział. Wzrokiem szukałam osoby która rzekomo do mnie przyszła. Nie wiedziałam nikogo znajomego.
-Carmel... -mruknął machając na mnie ręką bym podeszła.
Nie ruszyłam się z miejsca.
Podeszła do niego recepcjonistka i spojrzała serdecznie się uśmiechając.
-Poproszę ten wypis ,dobrze? – powiedział Justin.
-Chwileczkę – powiedziała miło kobieta za ladą uśmiechając się wciąż do niego.

Co?! Widzi go ?!

*wiersz jest moim dziełem 
No nareszcie zaczyna się coś dziać. Wiem że mało jest akcji ale obiecuję że teraz będzie jej coraz więcej. Liczę na wasze komentarze . Bardzo mnie one motywują do dalszego pytania co wiąże się z częściej pojawiającymi się rozdziałami. :)
Mój poprzedni blog >>klik<<


1 komentarz:

  1. Wspaniały pisz pisz pisz!! Jesteś super siostra!! :* ( mam nadzieje że wiesz kto to napisał)

    OdpowiedzUsuń